Kastracja kocura - historia Chestera
Witam serdecznie.
Przychodzę dziś do was z pierwszym postem na tym blogu.
Na wstępie chciałabym zaznaczyć, iż nie jestem weterynarzem. Ten post będzie
na zasadzie podstawowego "poradnika" osoby prywatnej, która już kastrowała
swojego kota.
na zasadzie podstawowego "poradnika" osoby prywatnej, która już kastrowała
swojego kota.
Oczywiście każda osoba przed kastracją swojego zwierzęcia powinna uzyskać informację na temat zabiegu od swojego weterynarza, który przeprowadzi zabieg.
Wiadomo też, że każdy właściciel boi się o swojego pupila
(albo zastanawia się czy wykonać ten zabieg) i próbuje szukać też informację
Wiadomo też, że każdy właściciel boi się o swojego pupila
(albo zastanawia się czy wykonać ten zabieg) i próbuje szukać też informację
w internecie lub pyta inne osoby. Przechodząc do głównego tematu opowiem
jak to było u nas.
jak to było u nas.
Zapisując Chestera na kastrację braliśmy udział w corocznej akcji sterylizacji
(informacja klik).
(informacja klik).
Oczywiście dzień przed kastracją o godzinie 20 otrzymał ostatni posiłek.
O godzinie 8:00 Chester był zawieziony i oddany pod opiekę Ciotek w przychodni weterynaryjnej.
Najpierw Pani weterynarz dokładnie Go oglądała i ważyła.
Kiedy już pacjent się kwalifikował
Kiedy już pacjent się kwalifikował
do zabiegu to zabierała go do osobnego pokoju. Ja musiałam podpisać zgodę i mogłam wrócić
do domu. Po kastracji otrzymałam telefon z przychodni, że zabieg wykonany.
Akurat w przypadku Chestera niespodziewanie doszedł dodatkowy zabieg usunięcia
jednego kła. Po drugim zabiegu również dostałam informację z przychodni, że wszystko
jest w porządku i pacjent się powoli będzie wybudzać. Mogłam kotka odebrać do godziny 20. Pojechałam po niego około 16, aby mieć pewność, że kotek jest dobrze wybudzony
(Nigdy nie zabierajcie do domu nie wybudzonego zwierzaka! W razie komplikacji
i problemów możecie nie zdążyć dojechać do weterynarza!).
Chester o tej porze był już dawno przytomny. Dostaliśmy do domu kartkę z zaleceniami
i tabletkę przeciwbólową. Tego samego dnia nie wolno było mu ani pić ani jeść.
W domu po wyjściu z transporterka był jeszcze trochę otępiały przez narkozę.
Po około godzinie już próbował skakać po meblach. Oczywiście nie wolno zwierzakowi
tego robić i trzeba go pilnować. Chester był też uparty pod względem lizania sobie rany.
Niestety rozlizał sobie rankę przez co krwawił (tego samego dnia normalne jest jak kotek trochę krwawi) wieczorem i na drugi dzień również (trochę mnie to zaniepokoiło, więc wykonałam telefon do przychodni i uzyskałam odpowiedź, że mam go obserwować).
Mały Kaskader przez swoje próby skakania po meblach musiał spędzić kilka
dób w klatce
dób w klatce
(na podłożu miał wyścielone pokładami higienicznymi) , aby mu ograniczyć ruchy.
Jak pech to pech - na drugi dzień pojawiło się również rozwolnienie.
Pojechaliśmy na wizytę kontrolną. Mały uparciuch dostał wtedy do noszenia kołnierz, aby nie mógł dalej rozlizywać ran.
Pojechaliśmy na wizytę kontrolną. Mały uparciuch dostał wtedy do noszenia kołnierz, aby nie mógł dalej rozlizywać ran.
Po jednej stronie na miejscu jądra pojawił się obrzęk i krwiak.
Kocurek dostał leki na rozwolnienie i lek przeciwbólowy w zastrzyku, aby nie drażnić żołądka (dodatkowo miał jeden dzień głodówki). Na szczęście krwawienie się już
nie pojawiło, a na drugi dzień rozwolnienie ustąpiło. Na następnej wizycie dostał długo działający (2tyg) antybiotyk w zastrzyku. Codziennie ranka miała być przemywana octeniseptem
nie pojawiło, a na drugi dzień rozwolnienie ustąpiło. Na następnej wizycie dostał długo działający (2tyg) antybiotyk w zastrzyku. Codziennie ranka miała być przemywana octeniseptem
lub rivanolem. Po tym czasie obrzęk malał i przyszła pora na następną kontrolę.
Wtedy już miejsce dużo, dużo lepiej wyglądało. Dostał znów ten sam antybiotyk
i następna wizyta już nie była potrzebna, ponieważ nic mnie niepokoiło i miejsce ładnie się zagoiło.
i następna wizyta już nie była potrzebna, ponieważ nic mnie niepokoiło i miejsce ładnie się zagoiło.
Chciałam to opowiedzieć, aby się mniej więcej zapoznać z tematem. Nikogo nie chcę straszyć. Akurat tak wyszło, że nasz kot miał takiego pecha.
Na szczęście jest już wszystko w porządku
Na szczęście jest już wszystko w porządku
i na szczęście nie było problemu z miejscem po usuniętym ząbku.
Mimo wielu nerów nie żałuję tej decyzji.


Biedny :( Mam nadzieję że już wszystko okej .
OdpowiedzUsuń